Kotka Momo spada z balkonu, a potem jej całe życie się zmienia.
Bergheim – Ta historia życia ma w sobie coś niesamowitego! Kot Momo naprawdę ma wszelkie powody, by być wściekła na każdego dwunożnego, który jej się przytrafi – i to wszystko z powodu konsekwencji dramatycznego wypadku.
Z emocjami, potrząsaniem głowami i cierpieniem w bagażu, w środowy wieczór ratownicy zwierząt z schroniska w Bergheim opowiedzieli o Momo.
Już na początku materiału jasno wynika: biedny kociak ma za sobą straszną przeszłość. „U swoich pierwotnych właścicieli biedna kotka spadła z trzeciego piętra i wylądowała w palenisku”, czytamy w raporcie.
Badania mają wykazać, że byli właściciele odrzucili futrzaka w sposób bezwzględny. Ponieważ po wypadku Momo musiała codziennie opróżniać pęcherz, oddali ją na sprzedaż w serwisie eBay Kleinanzeigen, nie mrugając okiem. „I to pod pretekstem fałszywych informacji, bo podobno straciła tylko trochę moczu”, pisze schronisko.
W rzeczywistości przyczyną było coś znacznie gorszego: Momo była sparaliżowana od momentu upadku.
Schronisko dla zwierząt w Bergheim poszukuje pięknego domu dla kota Momo
Jak przypuszczają ratownicy zwierząt, od tego momentu Momo była dla nich jedynie ciężarem.
Mimo że trafiła w ręce życzliwych i przyjaznych zwierzętom ludzi, Momo wróciła do schroniska. „Starały się bardzo, ale były przytłoczone opieką medyczną. W końcu poprosiły nas o pomoc i przejęliśmy Momo.”
Pod opieką swoich troskliwych opiekunów Momo może być do trzech razy dziennie masowana w okolicy pęcherza, aby zapobiec poważnym problemom. „Momo bardzo to toleruje, jest cierpliwa i nawet mruczy. To naprawdę nic wielkiego.”
Na przyszłość Momo, wraz ze swoim przytulnym charakterem, ma zostać ponownie umieszczona w kochającym otoczeniu. Idealnym dopasowaniem byłyby „ludzie, którzy są gotowi podjąć się niezbędnego leczenia… Być może są tu miłośnicy kotów, którzy znają tę metodę lub są chętni się jej nauczyć?”
Według schroniska wydaje się, że dawni właściciele nie przejmują się wcale tym, co się stało z Momo. „Jedynie przyjęli do wiadomości, że ich kot jest u nas, i nawet nie zapytali, jak się ma.”