Jako kobieta, która dzięki kamerze przyrodniczej po raz pierwszy zobaczyła, co jej pies robi w domu, złamało jej serce.
Los Angeles (Kalifornia, USA) – Zna swoje stare psy od zawsze. Gdy Priscilla Lopez (32) zostawiła swoje futrzane przyjaciółki Milo (15) i Max (17) na dwa tygodnie w swoim domu w Los Angeles, serce jej pękło, gdy obejrzała nagrania z kamery monitorującej zwierzęta. To, co starszy pies Milo zrobił, Lopez nigdy wcześniej nie widziała.
Pod koniec grudnia krótki fragment z konta Instagram właścicielki psa stał się wiralem. Na nagraniu widać jedynie 15‑letniego psa, który rozpaczliwie wędruje po sypialni. Wtedy dochodzi do tego: Milo nagle zaczyna wyć sercowo, a chwilę później wskakuje na łóżko.
Jednak nie tylko właścicielka jest poruszona tym momentem. Również publiczność na Instagramie współczuje starszemu czworonogowi. Do tej pory zebrało ponad 360 000 odsłon.
W tym tygodniu Kalifornijki ponownie dała upust swoim emocjom. W wywiadzie dla Newsweek powiedziała, że nagranie „złamało mi serce, bo nigdy wcześniej nie słyszałam, jak płacze”.
„Miałam go od kilku tygodni po urodzeniu i od kiedy mam 16 lat. Gdy to zobaczyłam, uświadomiłam sobie, jak bardzo mnie tęsknił (...). To był przełomowy moment w moim życiu” – wyjaśniła.
Ale kto dokładnie miał w tym czasie oko na tych dwóch psów ?
Filmik na Instagramie ukazuje rozdzierający serce moment.
Oczywiście Milo i Max nie byli całkowicie sami. Siostra Lopez zajmowała się w tym czasie dwoma psami. Jej właścicielka była przekonana, że nie będzie im brakować niczego. Jednak wideo udowodniło jej, że się myli.
„Od tego momentu postanowiłam nie rozstawać się z moimi psami na dłużej niż kilka godzin, chyba że wyczerpałam wszystkie inne możliwości, zanim zostawię je same na dłużej” – wyjaśniła 32‑letnia rozmówczyni w wywiadzie dla amerykańskiego magazynu.
„Każdą pracę i każdy projekt, które przyjmowałam później, wybierałam tak, aby moje psy mogły być ze mną lub żebym mogła być u nich w domu” – dodała z dumą.
Dla psów to nie to samo, gdy są dalej pod opieką w znanym otoczeniu, a ich właścicielka po prostu nie jest już obecna.