Cud Patriots czy dominacja Seahawks: kto wygra Super Bowl?
Santa Clara – fani NFL przez tygodnie i miesiące trzymali kciuki, dopingowali, przeklinali i świętowali. Nadszedł wreszcie „Super Sunday”. Kto jednak wygra spotkanie między New England Patriots a Seattle Seahawks?
Z niemieckiej perspektywy jest to po jedenastu latach rewanż ulubieńców publiczności. Obie drużyny były w szczytowej formie, gdy sport dopiero zaczynał zdobywać w naszym kraju popularność.
„International Fan of the Year” Patriots ostatnio pochodził z Berlina, a przy pierwszym oficjalnym meczu NFL w Niemczech Seahawks nie mogli się nie pojawić.
A teraz? W zupełnie nowej konfiguracji te dwie drużyny zmierzą się w Super Bowl w noc od poniedziałku (od 0:30 czasu niemieckiego). Całkowicie niespodziewanie.
Żaden poważany ekspert ani obserwator nie postawiłby na to zakładu. Obie ekipy były ostatnio w pewnym przejściowym okresie i w końcu – każda na swój sposób – dotarły do wielkiego starcia w Santa Clara.
W stadionie San Francisco 49ers ma się odbyć ostatni taniec bieżącego sezonu. Kto jednak wygra? Powiem otwarcie: to będzie Seattle. I jest to bardzo proste do uzasadnienia.
Seahawks musieli pokonać w play‑offs tylko jednego prawdziwego rywala, więc są wypoczęci.
Liczby przemawiają przeciwko Patriots – przynajmniej częściowo.
W pierwszej rundzie mieli wolny termin, a w drugiej rundzie zniszczona walczącą grupą rezerwowych 49ers została już tylko partnerką treningową.
Musieli więc „tylko” zmierzyć się z Rams – co zrobili, przegrywając 27:31. Dodatkowo New England trafiło do finału bardziej szczęściem niż umiejętnościami.
Była to bardzo cienka i wówczas szeroko dyskutowana sytuacja, która tuż przed linią końcową dała im piłkę. W przeciwnym razie byli z Denver zbyt niegroźni. A wymówka „ale burza śnieżna …” po prostu nie działa, bo naprawdę zaczęła się dopiero pod koniec, kiedy uderzyła w stadion.
Jeśli przeciwko Broncos byli już tak niegroźni, jak można coś zrobić przeciwko tej topowej obronie ptaków? Dokładnie – z mobilnym rozgrywającym. To ich słabość. Dlatego trzeba próbować zdobywać punkty wcześnie, zmuszać Seahawks do ryzykowniejszych zagrywek i samemu rzucać w wąskie okna podań.
All or nothing – Patriots nie mają innej opcji. A jako kolejny promyk nadziei dla fanów Patriots: jedenaście lat temu pokonali Seahawks niespodziewanym i legendarnym przechwytem przy linii bramkowej na stadionie Arizona Cardinals – rywala z dywizji Seattle.
Gdzie grają tym razem? Na stadionie 49ers – rywala Seattle z tej samej dywizji. Szanse New England są więc małe, ale wcale nie zerowe. Czy uda im się przenieść tę moc na drogę, pozostaje do zobaczenia.